Chrome OS i aplikacje dla Linuksa

Chrome OS zaczynał jako „biedny” system operacyjny bez dostępu do „prawdziwych” aplikacji, zostawiając użytkownika tylko z tym, co działało w przeglądarce. Z czasem jednak doczekał się obsługi aplikacji dla Androida, a później również tych dla Linuksa. Jak sprawdzają się te ostatnie?

Na pewno implementacja ich obsługi nie jest jeszcze skończona i nie nadaje się dla szarego Kowalskiego. Nie ma sklepu z aplikacjami (można doinstalować ten z Gnome, ale trzeba wtedy użyć konsoli), choć przynajmniej da się już instalować aplikacje po prostu klikając dwukrotnie na plik DEB w menadżerze plików. Wciąż jednak sporo rzeczy będziemy robić przez terminal. Widać, że to raczej dodatek dla programistów czy system adminów, którzy z wierszem poleceń nie będą mieli problemów.

Zainstalowane aplikacje całkiem nieźle integrują się z systemem – ich ikony pojawiają się w launcherze, elementy okien też są dopasowane wizualnie do reszty Chrome OS (aczkolwiek zmiana ich na ciemne wymaga kombinowania w konsoli). Gorzej z bardziej rozbudowanymi elementami – dostęp do GPU ciągle jest na wczesnym etapie implementacji i nie jest dostępny na wszystkich urządzeniach.

Niestety, brak tu jakiejkolwiek dokumentacji odnośnie tego, co działa na jakich modelach. Jesteśmy skazani na szukanie takich informacji na forach internetowych, reddicie, itp. serwisach. Nie wiadomo też, czy taka fragmentacja zostanie, czy Google ma zamiar prędzej czy później wyrównać funkcjonalność aplikacji linuksowych na wszystkich urządzeniach je wspierających.

Podsumowując, jeśli ktoś liczył, że zrobi sobie z Chromebooka główną maszynę deweloperską (chyba, że Git, SSH i Visual Studio Code do tego wystarczy) czy gamingową, to lepiej sobie odpuścić przynajmniej jeszcze na rok czy dwa.