Biedny ekosystem usług online powiązanych z Nintendo Switch

Niedawno zaopatrzyłem się w konsolę Nintendo Switch Lite i zaskoczyło mnie to, jak słabo ekosystem usług online od Nintendo wypada na tle Xboksa i PlayStation. Owszem, cyfrowy sklep z grami jest dostępny przez dowolną przeglądarkę (choć kwestia obsługi różnych regionów nie jest w nim zbyt intuicyjnie rozwiązana). Ale w sumie na tym koniec.

Na Switchu nie ma żadnego systemu osiągnięć, sieć społecznościowa jest dostępna tylko i wyłącznie na konsoli (poza nią zasadniczo dostępu brak: na innych urządzeniach nie da się zobaczyć swojego profilu, dodawać znajomych czy przeglądać ich ostatniej aktywności), a opcję trzymania kopii zapasowych zapisów z gier w chmurze Switch zyskał całkiem niedawno (wzorem PlayStation 4 wymaga jednak płatnego abonamentu, który odblokowuje także grę online).

Po prawej jedyne co można zrobić z profilem znajomego na Switchu poza grą

W dodatku sieć społecznościowa służy tu zasadniczo tylko jako lista ulubionych kompanów do grania online i ewentualnie podglądania, w co pogrywają nasi znajomi (jest też dziwne ograniczenie wyświetlania czasu spędzonego w grze – pojawia się on dopiero po 10 dniach od dodania gry do naszego profilu). Nie ma wiadomości, nie ma porównywania wyników w grach.

Mam w domu także Xboxa One i PlayStation 4 i ekosystemy obu konsol oferują o wiele większe możliwości pod kątem powiązanych usług online. Pozwalają bez problemu skorzystać na komputerze czy smartfonie nie tylko ze sklepu z grami, ale również swoich sieci społecznościowych (w tym porównywania osiągnięć czy przesyłania wiadomości), a nawet streamować gry.

Gry cyfrowe dla polskiego regionu możemy na komputerze kupować przez brytyjską stronę Nintendo eShop (jeśli chcemy mieć interfejs po angielsku, w innym wypadku dowolnej europejskiej). W dodatku nigdzie na polskiej stronie Nintendo nie ma łącza do eShopu.

W Nintendo możemy o tym zapomnieć. Sukcesem jest to, że znajomych da się znajdować z pomocą Facebooka i Twittera (zamiast tylko dodawać po trudnym do zapamiętania kodzie czy z listy osób, z którymi ostatnio graliśmy online). Choć integracja z tymi dwoma serwisami też jest zrobiona nieintuicyjnie – prawie każda opcja je wykorzystująca to osobna „aplikacja” (znajomi, udostępnianie, logowanie do konta), więc do każdej trzeba się osobno logować (co w dodatku można zrobić tylko na konsoli).

Zrzuty ekranu w dodatku możemy wyciągnąć z konsoli jedynie publikując je na Twitterze bądź Facebooku (na szczęście da się ustawić widoczność tylko dla nas). Jedyną alternatywą jest wyjęcie karty pamięci ze Switcha i podłączenie jej do czytnika w komputerze. Dla porównania, Xbox od Microsoftu pozwala je przeglądać i pobierać w aplikacjach dla Androida, iOS czy Windows 10. Z kolei na PS4 możemy podłączyć pendrive’a i skopiować obrazki na niego.

Co prawda jest aplikacja Nintendo Switch Online dla Androida czy iOS, ale oferuje ona jedynie dostęp do czatu głosowego w niektórych grach, statystyk w nich i ewentualnych dodatkowych funkcji w stylu sklepu z przedmiotami, etc. (jeśli twórcy takie rzeczy udostępnili, co obecnie ma miejsce raptem w kilku tytułach). Poza tym Nintendo oferuje jeszcze program do zarządzania kontrolą rodzicielską na Switchu dla iOS i Androida. Na tym koniec.

Krucho jest też z multimediami – w Polsce jesteśmy ograniczeni praktycznie do YouTube’a. Żaden inny serwis z wideo oficjalnie dostępny w naszym kraju nie ma aplikacji dla Switcha (w ogóle jest jeszcze Hulu). Konsola zaś oficjalnie przeglądarki internetowej nie oferuje, więc tą drogą problemu nie obejdziemy (w praktyce ją ma, ale nie daje użytkownikowi swobodnego dostępu do niej i trzeba kombinować w celu dostania się do niej).