Dlaczego tylko Steam dobrze radzi sobie z pobieraniem gier?

Jestem gorącym zwolennikiem cyfrowej dystrybucji oprogramowania, gier, filmów czy muzyki. Po prostu w ten sposób znacznie wygodniej i nierzadko szybciej można kupić różne dobra. Ostatnio jednak zdzieram sobie nerwy przy okazji kupowania gier w ten sposób. Dlaczego? Czasami zdarza się, że pobrane przez nas dane będą uszkodzone. W wypadku gier, które często ważą dzisiaj ponad 10 GB, ściąganie wszystkiego od nowa nie jest miłą perspektywą. Niestety, ostatnio zaczął mnie dosyć często dotykać ten problem. Brutalnie przekonałem się, że jedynie twórcy Steama przemyśleli dobrze mechanizm działania swojego sklepu.

Zrzut ekranu (145)

Dlaczego? Po pierwsze, pobierane są od razu pliki gry, a nie instalator (jak w praktycznie we wszystkich innych sklepach). Po drugie, klient Steama posiada jakże przydatny mechanizm weryfikowania poprawności tych plików. W razie wykrycia ich uszkodzenia, pobierane są jedynie te uszkodzone. W ten sposób oszczędzamy ogromną ilość czasu. Niestety, w wypadku pozostałych sklepów najczęściej pobierany jest instalator i na dodatek (jeśli w ogóle udostępniana jest aplikacja do pobierania) nie jest nawet sprawdzane czy pobrał się prawidło. W związku z czym, w razie uszkodzenia kończymy z komunikatami o błędzie CRC w połowie instalacji gry.

Nawet jeśli jest kilka plików (głównie archiwów CAB), to instalator zwykle nie jest łaskaw powiedzieć, z którym jest problem. Poza tym najczęściej i tak nie da się ich pobrać osobno. Sklepom producentów można teoretycznie wybaczyć, bo zwykle robione są tylko po to, żeby były (co widać po cenach zdecydowanie wyższych niż w niezależnych sklepach). Ale pozostałym już się nie da, bo im powinno na kliencie zależeć. Mówię przede wszystkim o sklepie Muve od Cenegi. Trudno mi w tej chwili wypowiedzieć się o cdp.pl, ponieważ jeszcze nie miałem okazji pobierać nic ich nowym downloaderem.