Windows 11 22H2 – co poprawia pierwsza większa aktualizacja?

Powoli zbliżamy się do końca testów pierwszej większej aktualizacji Windowsa 11, która zapewne trafi do użytkowników końcowych latem lub jesienią tego roku. Czy Microsoft zdołał poprawić braki w pospiesznie udostępnionym w zeszłym roku systemie?

Nie do końca – pierwsza dość oczywista rzecz – okna właściwości plików/katalogów oraz postępu ich kopiowania/przenoszenia nadal są jasne w przy aktywnym ciemnym motywie. Podobnie jak nowa wersja Painta nadal nie doczekała się innego motywu niż jasny, mimo obietnic (wcześniejszego przypadku nikt nie obiecał naprawiać). W tym zakresie poprawiono zasadniczo tylko Notatnik oraz Menadżera zadań.

Uzupełniono przynajmniej poważne braki jak obsługa drag & drop dla plików na pasku zadań oraz obsługa wielu monitorów czy brak folderów w Menu Start (w końcu można też zmniejszyć sekcję Rekomendowane na rzecz większej ilości ikon, choć nadal nie można jej ukryć całkowicie – jej wyłączenie nadal kończy się po prostu pustą sekcją). Nadal też przypięte ikony nie oferują jump listy po kliknięciu prawym przyciskiem myszy (pojawia się tylko dla ikon z listy wszystkich aplikacji oraz przypiętych do paska zadań).

Pojawiła się za to nowa aplikacja odtwarzacza multimediów, „duchowo” zastępująca Windows Media Player (teraz nazywany Windows Media Player Legacy) czy Groove z Windows 10. Dodano również opcję automatycznego generowania napisów do aktualnie odtwarzanego dźwięku (podobnie jak w Chromie tylko dla języka angielskiego, ale tutaj działa to globalnie), które wyświetlają się w specjalnym panelu (możemy go umieścić na górze, na dole lub w „wolnym” oknie).

Poprawiono też interfejs w wielu miejscach. Chociażby podświetlenie elementów klasycznych menu nie wygląda już tak tragicznie jak w pierwszych kompilacjach. Zastąpiono również więcej ostrych kątów zaokrąglonymi rogami. Pasek zadań wciąż jednak nie może być gdzieś indziej niż na dole ekranu (oficjalnie, bo nieoficjalne mody oczywiście istnieją). Nadal nie ma też obsługi widżetów firm trzecich (w dodatku nie da się przełączyć ich panelu, by pojawiał się dopiero po kliknięciu zamiast już po najechaniu myszką na jego ikonę – a to z kolei skutkuje trzymaniem go ciągle w pamięci RAM).

Nie zmieniło się też podejście Microsoftu do wymagań sprzętowych. Wręcz przeciwnie – firma zaczęła wyświetlać informację o ich niespełnianiu w ustawieniach systemowych, a ostatnio także jako znak wodny na pulpicie.

revanmj's tech blog