Microsoft „ChrEdge” – jak wypada na tle Chrome’a oraz starego Edge’a?

Wielkimi krokami zbliża się premiera stabilnego wydania nowej wersji przeglądarki Edge (obecnie planowana jest na 15 stycznia), która bazuje na kodzie Chromium (oraz silniku Blink) zamiast własnego silnika EdgeHTML oraz aplikacji UWP. Czy Microsoftowi udało się uzupełnić wszystkie braki klasycznej edycji przeglądarki względem Chrome oraz nowego wydania względem dotychczasowego?

Niestety nie. Z jednej strony brakuje chociażby synchronizacji historii, otwartych kart czy rozszerzeń, które są od dawna obecne w Chromie (Microsoft obiecuje dodanie ich w tym roku). Z drugiej strony natomiast zniknęła opcja robienia odręcznych adnotacji na stronach internetowych (inżynierowie dopiero prowadzą dyskusje nad jej re-implementacją w nowym Edge’u).

W tym ostatnim wypadku najbliższym odpowiednikiem obecnie jest dodatek OneNote Web Clipper (ten sam, z którego od dłuższego czasu można korzystać w Chromie). W nowym Edge’u póki co adnotacje są dostępne tylko we wbudowanej wtyczce do wyświetlania dokumentów w formacie PDF.

Osobiście trochę szkoda mi też poręcznych paneli z listami ulubionych, historii, pobranych plików czy artykułów do przeczytania. W nowej wersji zamiast nich mamy po prostu zakładki ze stronami pozwalającymi zarządzać tymi elementami. Poza ulubionymi (dostępnymi poprzez menu) nie da się więc przeglądać tych rzeczy bez usuwania z widoku aktualnie otwartej strony.

Teraz czas na dobre strony. Na plus można zaliczyć przeniesienie czytnika artykułów („czyści” je ze zbędnych elementów jak reklamy i inne rozpraszające dodatki) z oryginalnego Edge (choć bez obsługi formatu EPUB, więc jeśli traktowaliście Edge jako czytnik ebooków, będziecie musieli znaleźć sobie inną przeglądarkę). Działa bez wątpienia o niebo lepiej od podobnej opcji testowanej od niedawna przez Google w Chromie, która częściej nie działa niż działa i ma jak na razie bardzo mało opcji personalizacji.

Kolejnym plusem jest dostępna od razu opcja instalowania rozszerzeń z Chrome Web Store. Domyślnie jest wyłączona, ale nietrudno ją znaleźć i przełączyć. W Operze by osiągnąć ten sam efekt trzeba było szukać nieoficjalnych rozszerzeń. Dzięki temu nie straszny nam będzie jak na razie skromny oficjalny katalog dodatków do nowego Edge’a, choć nie wszystkie rozszerzenia z Chrome Web Store będą w pełni poprawnie działać (np. w wypadku dodatku Google Translate nie działa ikonka mająca się wyświetlać po zaznaczeniu fragmentu tekstu).

Jeśli zaś chodzi o wydajność czy zużycie pamięci, to różnice między „ChrEdge” i Chrome są znikome. Po części dlatego, że sporą część swoich zmian w samym silniku Microsoft i tak zgłasza do repozytorium z kodem źródłowym Chromium, więc Chrome również je dostaje.

Generalnie, kiedy Microsoft uzupełni już braki (przede wszystkim pod kątem synchronizacji danych, bo domyślam się, że opcja wprowadzania adnotacji na stronach raczej miała niszowe zastosowanie), to nowy Edge niewątpliwie będzie solidną konkurencją dla Chrome’a. Szczególnie dla osób, które mają problem ze wszechwiedzącym Google’em 🙂