iTunes 11 – lepiej, ale Apple wciąż ma trochę pracy przed sobą

W czwartek wieczorem Apple udostępniło nareszcie spóźnioną (pierwotnie premiera miała nastąpić pod koniec października), jedenastą wersję programu iTunes dla systemów OS X i Windows. Programiści niemal całkowicie przeprojektowali interfejs programu i dodali lub ulepszyli sporo funkcji. Czy jest to to, na co czekaliśmy?

  

Sporo osób liczyło, że wraz z odświeżeniem interfejsu, Apple przepisze iTunes pozbywając się różnych zaszłości i jednocześnie przyśpieszając działanie aplikacji. Tak się niestety nie stało (przynajmniej w wersji dla OS X) – program nadal korzysta ze starych API i w wielu miejscach widać na to dowody (np. przyciski OK i Anuluj w oknie preferencji czy brak rozmycia pod różnej maści dymkami). Mimo to, stabilność i szybkość działania w moim odczuciu uległa poprawie (choć nadal nie jest jeszcze idealnie). Wydanie dla okienek z kolei w końcu doczekało się ukrytego paska menu (najważniejsze opcje dostępne są teraz po kliknięciu przycisku w lewym górnym roku okna, w razie potrzeby można też wyświetlić pasek menu wciskając klawisz Alt). Niestety, tutaj Apple nie było łaskawe dodać przycisku do szybkiego przełączenia programu w tryb mini-odtwarzacza jak w OS X i zakopało tę opcję w menu.

 

Wracając do nowości – bardzo spodobała mi się funkcja Up Next, która wyświetla kolejne utwory na liście odtwarzania i w razie potrzeby pozwala się łatwo przełączyć do dalszej jej części pomijając kilka piosenek po drodze. Uniwersalne wyszukiwanie także jest miłym dodatkiem (działa podobnie, do tego z iOS, gdzie po rozpoczęciu wpisywania frazy od razu pokazują się wyniki zawierające albumy, artystów i poszczególne piosenki bez względu na to, w jaki widoku zainicjowaliśmy wyszukiwanie), szkoda że nie działa także w iTunes Store. Programiści dodali również możliwość szybkiego przeskoczenia do listy utworów z albumu czy też autorstwa kompozytora wybranej piosenki lub do jej strony w sklepie – wystarczy kliknąć strzałkę pojawiającą się po najechaniu na utwór i wybrać interesującą nas opcję.

Wracając do samego interfejsu, mi przypadł on do gustu, ponieważ znacznie lepiej wykorzystuje przestrzeń na małych ekranach (np. MacBooka Pro 13″). Praktycznie wszystkie opcje z paska bocznego są teraz rozmieszczone na poziomym pasku widocznym tuż pod kontrolkami od odtwarzania multimediów. Z lewej strony mamy przycisk do przełączania się pomiędzy poszczególnymi typami multimediów (Muzyka, Filmy, itd.), po środku wybór pomiędzy różnymi widokami, a po prawej odnośniki do podłączonych urządzeń i sklepu iTunes. W razie potrzeby można też przywrócić klasyczny układ – wystarczy przełączyć się na widok utworów i w menu wybrać opcję pokazywania paska bocznego. Bardzo ładnie prezentuje się też widok albumów, z automatycznie dobranymi na bazie okładki kompozycjami kolorystycznymi tła listy utworów z wybranej płyty.

 

Apple odrobinę zmieniło również wygląd stron urządzeń. Różne informacje i opcje są teraz rozmieszczone w dwóch kolumnach, co pozwala „upchnąć” ich więcej tak, by nadal były widoczne. Dodatkowo, na liście aplikacji znajdujących się na danym urządzeniu pojawiły się przyciski Instaluj i Usuń, które znacznie ułatwiają zarządzanie naszym oprogramowaniem z poziomu komputera. Gorzej natomiast wygląda moim zdaniem pasek obrazujący wykorzystane pamięci. Wydaje mi się, że poprzednia wersja lepiej się prezentowała.

 

W jedenastej wersji iTunes metamorfozę przeszedł również sam sklep z multimediami, w którym już coraz bardziej było widać oznaki starzenia się. Ma teraz nowocześniejszy wygląd zbliżony nieco do tego, który ostatnio został wprowadzony w iOS 6. Jest też możliwość polecania produktów w sieciach społecznościowych, która z niezrozumiałych dla mnie przyczyn nie korzysta z systemowych API i po prostu otwiera stronę publikacji statusu Facebooka lub Twittera z wypełnioną treścią. Brakuje także obsługi „like’ów” z mobilnej wersji sklepu. Na stronach artystów (nie wszystkich) pojawiły się za to dodatkowe zakładki, np. z galerią zdjęć. Jest to wynik likwidacji usługi Ping, której wybrane funkcje zostały w taki sposób zintegrowane z samym sklepem.

Podsumowając, wiele się zmieniło w iTunes 11 na lepsze, ale Apple nadal wiele rzeczy musi jeszcze poprawić (przede wszystkim zaszłości z antycznych wersji w wydaniu dla OS X). Trochę zawiodłem się marną (w porównaniu do tego, jak wygląda w iOS) integracją z sieciami społecznościowymi, ale mam nadzieję że zostanie to szybko naprawione. Nadal też brakuje mi funkcji automatycznego monitorowania wybranych katalogów w poszukiwaniu nowych plików z muzyką, jak np. w Windows Media Player.

iTunes 11 dla Windows oraz OS X możecie pobrać z tej strony.