Instapaper – czy jest lepszy od konkurencji?

Na łamach tego bloga opisywałem już zarówno usługę Readability, jak i Pocket (dawniej Read It Later). Przyszedł więc w końcu czas, aby omówić także ostatni serwis z „wielkiej trójki”, czyli Instapaper. Usługa powstała po Pocket, ale jeszcze przed Readability (którego twórcy zresztą sami przyznają, że Instapaper stanowił dla nich inspirację). W chwili obecnej, dzieło Marco Armenta konkuruje już tak naprawdę jedynie z Readability, ponieważ Pocket po ostatniej modernizacji stał się przechowalnią wszystkich rodzajów treści (np. filmów czy zdjęcia) i nie skupia się na samym czytaniu (widać to chociażby po mniejszej ilości ustawień trybu odczytu w porównaniu z pozostałymi dwoma serwisami).

  

Pierwsze rzuca się w oczy po zalogowaniu do webowej wersji Instapaper, to niewątpliwie prostszy interfejs strony głównej w porównaniu do Readability. Jednym się to spodoba, innym nie. Ja osobiście wolę jednak bardziej wygląd młodszej konkurencji. Sama konstrukcja listy artykułów jest podobna do innych usług tego typu – mamy listę nieprzeczytanych, polubionych, archiwum oraz foldery (odpowiednik tagów z Pocket). Dodatkowym elementem jest tutaj widok Browse. Po jego otworzeniu, wczytana zostanie lista najpopularniejszych wśród użytkowników usługi artykułów, tych polecanych przez jedynego pracownika Instapaper oraz, jeśli dodaliśmy jakiś znajomych, teksty polubione przez naszych przyjaciół. Przy wszystkich umieszczony został przycisk Read Later, dzięki czemu szybko możemy dodać je do naszej „przechowalni”.

W webowej wersji serwisu możemy również podłączyć swoje konta w Twitterze, Facebooku, itd. do usługi, co pozwoli na automatycznie udostępnianie w nich, np. polubionych przez nas artykułów czy znajdowanie znajomych z tych sieci w Instapaper. Oprócz tego, autor oddał też użytkownikom opcję automatycznego przesyłania dodanych artykułów do ich czytnika Kindle (można ustawić co jaki czas ma się to odbywać oraz wybrać minimalną ilość tekstów, przy której nastąpi przesył). Na stronie ustawień można także wesprzeć autora poprzez wykupienie subskrypcji (1$ miesięcznie, naliczane co 3 miesiące), co przy okazji odblokowuje między innymi funkcję przeszukiwania wszystkich artykułów zgromadzonych na koncie, możliwość ukrycia reklam w webowej wersji i korzystania z aplikacji firm trzecich łączenia się z serwisem oraz zwiększa limit tekstów, które mogą być automatycznie przesłane na Kindle’a.

 

Jak każda szanująca się usługa typu Read Later w dzisiejszych czasach, tak i Instapaper ma klienty dla urządzeń mobilnych. Sam twórca, Marco Arment, jest odpowiedzialny za wersję dla iOS, która moim zdaniem prezentuje się zdecydowanie lepiej od webowego interfejsu. Program daje dostęp do praktycznie wszystkich funkcji dostępnych poprzez przeglądarkę, czyli przeglądania artykułów czytanych lub udostępnianych przez naszych znajomych, polecanych przez jedynego pracownika Instapaper, dostęp do archiwum, folderów, itd. W trybie odczytu mamy oczywiście możliwość dostosowania stylu wyświetlanego tekstu, tła, marginesów, itp. Jeśli chcemy, możemy również włączyć efektowną animację przechodzenia do kolejnej lub poprzedniej strony w stylu tej z programu iBooks (o ile korzystamy z paginacji). Warto jednak pamiętać, że priorytetem dla twórcy jest wersja dla iPada. Wszelkie nowe funkcje wymagające przystosowania do mniejszego ekranu iPhone’a czy iPoda touch pojawiają się w związku z tym z opóźnieniem na tych urządzeniach.

  

Całkiem niedawno udostępniony został również oficjalny klient Instapaper dla Androida. Nie tworzy go jednak Marco Arment, a studio Mobelux odpowiedzialne między innymi za aplikację Tumblr dla systemu Google’a i iOS. Program tworzony był od początku w zgodzie z zaleceniami twórców Androida dotyczących interfejsu i zachowując prosty interfejs idealnie pasuje do ICSa. Jeśli chodzi o dostosowywane trybu czytania, to możliwości są mniej więcej takie same jak w wersji dla iOS. Gorzej z ogólną funkcjonalnością – nie mamy jeszcze dostępu do tekstów naszych znajomych czy polecanych artykułów. Twórcy obiecują jednak, że wkrótce braki te zostaną uzupełnione. Na początku chcieli po prostu dopracować podstawowe funkcje. Oczywiście systemowy mechanizm udostępniania Androida jest wspierany w obie strony. Warto także wspomnieć o możliwości automatycznej synchronizacji artykułów w tle (ostatnio pojawiło się to także w wersji dla iOS), jeśli jednak nie jest nam potrzebna, bez problemu można ją wyłączyć (w przeciwieństwie do Readability).

Konto w usłudze możecie założyć na tej stronie. Mobilne aplikacje natomiast są dostępne w App Store (2,99 €) oraz Google Play (10,59 zł).