Usługa Google Drive w końcu wystartowała

Niedawno, Google uruchomiło (albo raczej przekształciło z Dokumentów) w końcu długo oczekiwaną usługę do przechowywania i synchronizacji plików ze swoją chmurą, o której plotki zaczęły się pojawiać jeszcze w 2006 roku. Zacznijmy od webowej wersji. Do złudzenia przypomina ona starą witrynę usługi Dokumenty, wprowadzono jednak kilka przydatnych zmian. Pierwszą jest „normalny” widok z listą plików na stronie głównej. Co mam na myśli poprzez „normalny”? Że wyświetlane są tylko elementy z wybranego katalogu, a nie lista ostatnio otwieranych / edytowanych dokumentów. Oczywiście, ta druga nadal jest dostępna na panelu z lewej strony, po prostu nie już domyślnym widokiem. Pojawiła się też strona Aktywność, na której można zobaczyć kto ostatnio edytował udostępniane przez nas pliki czy możliwość włączenia widoku miniaturek zamiast listy.

 
 

Oprócz tego, webowa wersja Google Drive zyskała możliwość podglądu większej liczby plików, np. Photoshopa. Obsługę dodatkowych rodzajów dokumentów można dodać poprzez połączenie Drive’a z webowymi aplikacjami firm trzecich (np. AutoCAD WS), które można znaleźć w Chrome Web Store. W ustawieniach usługi możemy później wybrać, czy chcemy aby dany typ plików był domyślnie otwierany przez zewnętrzny program czy też ma on być jedynie dostępny w menu „Otwórz za pomocą”. Zwiększono również ilość miejsca oddawanego w ręce użytkowników – teraz jest to 5 GB. W razie potrzeby, bez problemu można dokupić 25 (2,49 $ za miesiąc, czyli około 8 zł), 100 GB (4,99 $ miesięcznie, czyli około 16 zł), 200 GB (9,99 $, około 32 zł) i tak aż do 16 TB (799,99 $, około 2550 zł). Niestety, obecnie API usługi Drive jest dostępne jedynie dla aplikacji webowych. Te mobilne są (na daną chwilę) korzystać ze starszego zestawu metod stworzonego jeszcze dla usługi Dokumenty. Czy i kiedy to się zmieni, nie wiadomo.

  

Poza zmianami w webowym wydaniu, Google Drive wprowadza również aplikacje klienckie dla systemów Windows oraz OS X (dla Linuksa ma się pojawić niedługo), które służą do synchronizacji plików na naszym komputerze z chmurą. Działają one na podobnej zasadzie co Dropbox, czyli tworzą jeden folder w wybranym przez nasz miejscu i tam trafiają pliki z internetowego dysku. Podobnie, jak we wspomnianej usłudze, tak i tutaj możemy wybrać foldery mające znaleźć się na naszym dysku. Ciekawie rozwiązano kwestię synchronizacji udostępnionych nam katalogów – domyślnie nie są one na liście folderów w ustawieniach klienta. Wystarczy jednak przeciągnąć je w webowym interfejsie do kategorii „Mój dysk” i nie będziemy mieli z tym najmniejszego problemu. Generalnie widać, że Google postarało się w kwestii klienta do swojej usługi znacznie bardziej niż Microsoft w wypadku SkyDrive’a (w nim nie można wybrać folderów do synchronizacji – cała zawartość chmury trafia na nasz dysk, nie da się też synchronizować udostępnionych nam katalogów). Jedyne wady jakich się dopatrzyłem, to pokazywanie liczby plików pozostałych do pobrania / wysłania zamiast ich całkowitego rozmiaru lub procentowego postępu (przez co trudno ocenić ile czasu jeszcze pozostało), brak polskiej wersji językowej klienta i trochę na upartego brak funkcji zdalnego dostępu do wszystkich plików z komputera (na wzór tej ze SkyDrive’a).

 

Jeśli chodzi o aplikacje mobilne, to w chwili obecnej dostępny jest jedynie klient dla Androida (jako aktualizacja dla programu Dokumenty) i podobnie jak wersja webowa, zmiany sprowadzają się jedynie do interfejsu i organizacji listy plików. Program dla iOS (przystosowany do iPhone’a i iPada) jest już dostępny bardzo blisko ukończenia i według Google’a powinien trafić do App Store w ciągu nadchodzących tygodni.

Usługa Google Drive jest dostępna pod adresem http://drive.google.com/