Chrome OS zyska całkowicie nowy interfejs

Jakiś czas temu, w wersji deweloperskiej systemu Chrome OS, Google dodało całkowicie przeprojektowany interfejs systemu o nazwie Aura. Wprowadza ona klasyczne okna, pulpit oraz pasek zadań, znane z Windowsa czy OS X. Do lamusa odchodzi układ składający się z wiecznie zmaksymalizowanej przeglądarki oraz paneli u dołu ekranu zawierającymi drobne aplikacje, np. komunikator Google Talk czy Kalkulator. Jak nowe UI sprawdza się w działaniu? Zapraszam do lektury dalszej części.

 

Zacznijmy może od wyglądu – stylistycznie, paski tytułowe okien przywodzą na myśl interfejs Aero z okienek Microsoftu. Reszta bardziej przypomina OS X, ponieważ boki i dolna krawędź nie mają praktycznie żadnej ramki. Co ciekawe, w prawym górnym rogu okien widoczne są tylko dwa przyciski – do zamykania i maksymalizacji. Jak więc się je minimalizuje? (). Maksymalizacja działa natomiast bardzo podobnie do trybu pełnoekranowego w Lionie – wszystko (w tym wypadku tylko dock) oprócz aktywnego okna jest domyślnie ukrywane, ale zawsze można dostać się do niewidocznych elementów poprzez umieszczenie kursora myszy na brzegu, przy którym się one znajdowały (w tym wypadku na dole ekranu). Google dodało także coś w rodzaju docka oraz Launchpada z OS X. Niestety, w obecnej wersji (przypominam, że jest to wydanie testowe) są bardzo ograniczone – w odpowiedniku Launchpada nie da się w żaden sposób zmienić ustawienia ikon czy tworzyć folderów. W docku z kolei denerwuje to, że ikonka prowadząca do ikon zainstalowanych aplikacji ciągle zmienia położenie i nie da się jej na stałe umieścić w lewym dolnym rogu.

 

Dodatkowo, po kliknięciu na nasz awatar (obok niego widoczne są również ikonki reprezentujące stan karty Wi-Fi i poziom naładowania baterii, jeśli tylko takie urządzenia są w komputerze, ja testowałem system w wirtualnej maszynie, dlatego ich tu nie ma) pojawia się menu bardzo podobne do tego z Androida dla tabletów. Można w nim zmienić jasność podświetlenia ekranu, głośność, przejść do listy wykrytych sieci bezprzewodowych, wyłączyć komputer, itd. Oprócz tego, w przeglądarce plików obok listy podłączonych nośników pojawiła się również pozycja Google Drive (na screenach nazywa się jeszcze Google Docs). Dzięki temu można zarządzać plikami znajdującymi się w chmurze tak, jakby były po prostu na podłączonym pendrive’ie.

Z jednej strony, nowy interfejs to dobry ruch – nowi, mniej obeznani z techniką użytkownicy będą mogli łatwiej się odnaleźć. Z drugiej jednak, Chrome OS przez taką zmianę traci odrobinę swojej innowacyjności.