OS X Mountain Lion – pierwsze wrażenia

W zeszłym tygodniu Apple niespodziewanie zaprezentowało kolejną wersję systemu OS X o numerku 10.8 i nazwie „Mountain Lion” oraz udostępniło testowe wydanie dla deweloperów. Jest to kolejny krok zbliżający system dla komputerów Mac do iOS. Wśród zapowiedzianych zmian znajdziemy między innymi wyodrębnienie aplikacji Notatki oraz przypomnienia (do tej pory ich funkcje były wbudowane odpowiednio w Maila i iCal), pojawienie się usługi Game Center i systemowych powiadomień czy zastąpienie iChata aplikacją Wiadomości, obsługującej także protokół iMessage. Jak to wszystko wygląda w praktyce?

  

Zacznę od moim zdaniem największej i jednocześnie najbardziej przydatnej nowinki, czyli systemu powiadomień. Posiadacze urządzeń z iOS nie powinni mieć z nim najmniejszego problemu, ponieważ jest prawie wierną kopią tego, który się pojawił w piątym wydaniu mobilnego systemu operacyjnego Apple’a. Prawie dlatego, że dostęp do listy powiadomień uzyskujemy nie poprzez przesunięcie palcem z góry ekranu, a „wsunięcie” dwóch palców z prawej strony touchpada (zaczynając na obudowie MacBooka, a kończąc na środku touchpada) lub kliknięcie ikonki w prawym górnym rogu ekranu (kolor kropki w środku zmienia się na niebieski, gdy otrzymamy nowe notyfikacje). Pierwsza opcja jest całkiem wygodna i sprawdza się nieźle. Gorzej, jeśli użytkownik posiada komputer stacjonarny, a nie laptopa. Dlaczego? Musi albo sięgać kursorem myszki do górnego rogu ekranu, co już takie szybkie nie jest, albo korzystać z Magic Trackpada. To drugie może jednak nie być równie wygodne, co w wypadku wersji wbudowanej w MacBooki, gdyż zewnętrzny „gładzik” nie ma brzegu, więc trudniej może być „wjechać” na niego (nie mam go, więc tylko zwracam uwagę, na możliwość zaistnienia problemu).  Drugą różnicą jest to, że zamiast belek pojawiających na środku górnej części ekranu, mamy dymki w prawym górnym rogu (tam, gdzie domyślnie pokazuje je Growl) i opcjonalnie mogą one zawierać przyciski (np. w wypadku zaproszenia do znajomych w Game Center – odrzuć lub akceptuj) zastępując tym samym okna z komunikatami. Reszta już jest taka sama, mamy więc bardzo podobny panel z ustawieniami dotyczącymi powiadomień i mniej więcej te same możliwości ich dostosowania. Samo centrum powiadomień działa całkiem dobrze, choć póki co współpracuje jedynie z aplikacjami Apple’a, więc trudno w pełni je ocenić.

 

Kolejną względnie przydatną funkcją jest moim zdaniem aplikacja Wiadomości (następca iChata). Dzięki niej, użytkownicy komputerów Mac mogą w końcu przesyłać wiadomości posiadaczom urządzeń z iOS przy pomocy iMessage. Dodatkowo, nadal można komunikować się przy pomocy Jabbera, a więc Facebook Chata czy Google Talk. Nie wiem tylko, w jakim celu Apple pozostawiło stare okno z listą kontaktów, skoro rozmowa i tak odbywa się w nowym interfejsie aplikacji, gdzie bez problemu można wybrać znajomych z dowolnej usługi. Pozostaje mieć nadzieję, że do czasu wydania wersji finalnej stare okno z listą kontaktów zostanie usunięte, ponieważ wprowadza niepotrzebny bałagan. Program nadal nie jest też zintegrowany z FaceTime (przycisk z kamerą uruchamia po prostu aplikację FaceTime i rozpoczyna wybieranie danego kontaktu). Jeśli nie chcecie czekać do udostępnienia finalnego OS X 10.8, lub instalować wersji Developer Preview, to Apple udostępniło na tej stronie betę Wiadomości dla Liona.

 

Oprócz tego, w OS X Mountain Lion pojawiły się również aplikacje Przypomnienia oraz Notatki (ich obsługa nie jest już wbudowana w Maila) znane z iOS i posiadające takie same możliwości, co oryginały (czyli dosyć skromne). Oczywiście obie synchronizują się przez iCloud (odpowiednie opcje są również przy ustawieniach konta Exchange, ale takiego nie posiadam, więc nie mogę się wypowiedzieć jak działają). Przeniesiona z mobilnych urządzeń została również Game Center. W wersji Developer Preview zresztą dobitnie to widać, gdyż ekrany akceptacji warunków, itp. są żywcem przeniesione z iPhone’a i mają mniej więcej taki sam rozmiar. Niestety (w mojej opinii), wspomniane programy podążają tą samą ścieżką, co iCal i Książka adresowa w Lionie, czyli korzystają z niestandardowego dla OS X interfejsu (choć przynajmniej nie wygląda on w ich wypadku tak tragicznie, jak w iCalu).

 

Zmian doczekała się też przeglądarka Safari. Najbardziej widoczną jest scalenie pola adresu z polem wyszukiwania na wzór Chrome’a. Natomiast z prawej strony nowopowstałego w wyniku tej operacji pola, na stałe umieszczony przycisk przycisk uruchamiający funkcję Reader, który podświetla się na niebiesko gdy z funkcji tej można skorzystać. Oprócz tego, pojawia się tutaj kolejna nowość z OS X Mountain Lion – przycisk udostępniania (każdy deweloper może go dodać do swojej aplikacji), dzięki któremu możemy, np. opublikować stronę w Twitterze (podobnie jak iOS, OS X 10.8 również jest zintegrowany z tym serwisem) czy przesłać link do niej znajomemu przez aplikację Wiadomości. Wersja beta Safari 5.2 (oczywiście nie zawiera funkcji udostępniania w Twitterze, Wiadomościach, itd.) także jest dostępna dla Liona (do pobrania stąd, link widoczny będzie dopiero po zalogowaniu), jednak w tym wypadku wymagana jest już darmowa rejestracja.

 

Poza tym, w OS X 10.8 Developer Preview wprowadzono szereg drobniejszych modyfikacji, jak np. ujednolicenie nazw z iOS (iCal nazywa się teraz Kalendarz, Książka adresowa to Kontakty, itd.), zmniejszenie ikonek w Launchpadzie i dodanie w nim pola wyszukiwania, możliwość połączenia z (oprócz wspomnianego już Twittera) Flickr, Vimeo i kilkoma chińskimi usługami. Widać również powolne przechodzenie na model dystrybucji aplikacji znany z iOS – w OS X 10.8 domyślnie będzie można instalować aplikacje z Mac App Store oraz spoza niego, ale tylko jeśli deweloper ją podpisał cyfrowo certyfikatem od Apple. Bez problemu da się jednak powrócić do dawnego modelu przestawiając opcję w Preferencjach systemowych. Sama aplikacja sklepu MAS również doczekała się drobnych poprawek – obsługuje tryb pełnoekranowy i posiada nieco zmieniony układ przycisków na górnej belce. Oprócz tego, już na poziomie instalatora systemu zostaniemy poproszeni o zalogowanie się do iCloud – nadal jednak nie jest to taki poziom integracji, jak w wypadku usług Microsoftu i Windows 8 (gdzie to samo konto służy do logowania się w usłudze i w systemie).

 

Ucieszą się także ci, którzy narzekali na brak możliwości odhaczenia na stałe opcji otwierającej ponownie aplikacje, które były uruchomione w momencie wyłączania komputera – w Mountain Lionie domyślnie nie jest ona już zaznaczona. Uporządkowany został też interfejs programu Podgląd. Niestety, w wyniku tej operacji z aplikacji zniknęła możliwość dostosowania paska narzędzi. O ile to samo w sobie mi nie przeszkadza, to brak opcji ukrycia etykiet tekstowych już bardzo irytuje, ponieważ na trzynasto-calowym ekranie, każdy piksel się liczy, a etykiety tylko marnują miejsce jeśli ktoś już wie co oznaczają poszczególne ikony. Nadal brakuje mi jednak możliwości zaznaczenia, aby wybrane programy domyślnie były uruchamiane w trybie pełnoekranowym. Zmiany nie objęły również Mission Control, na które wiele osób narzekało po premierze Liona.

Podsumowując, generalnie większość zmian w nowym systemie Apple’a jest mile widziana. Mimo to, jest ich w mojej opinii za mało i są zbyt mało znaczące, aby był sens tworzenia z tego nowego systemu (zwłaszcza, że sporo rzeczy z Liona nadal nie zostało poprawionych czy usprawnionych). To nadaje się bardziej na pakiet dodatków do Liona, niż pełnoprawne wydanie systemu i jeśli Apple do wakacji nie pokaże czegoś więcej (a na dodatek będzie sobie życzyć za Mountain Liona tyle samo ile chce za Liona), to będę bardzo zawiedziony. W takim wypadku powinni przynajmniej udostępnić system za darmo lub przynajmniej o połowę taniej tym, którzy już kupili Liona (przypomnę, że ciągle jest to jedynie około 30% posiadaczy komputerów Mac – źródło).