Co nowego przynosi iOS 6?

Po kilkumiesięcznym okresie testów, Apple udostępniło użytkownikom kolejną wersję swojego mbilnego systemu operacjnego. Co zmieniło się w szóstym iOS? Wbrew temu, co sugeruje zmiana pierwszego numerka, mało. Sprowadzają się do ulepszenia istniejących funkcji, dodania integracji z Facebookiem i odświeżonego interfejsu sklepów App Store, iTunes, etc. oraz zastąpienia map Google nową aplikacją stworzoną przez Apple. Takie zmiany zasługują raczej na numerek 5.5, a nie 6. Ale czy są to zmiany na lepsze? Tego dowiecie się w dalszej części.

 

Zacznę od moim zdaniem największej i zarazem najbardziej przydatnej nowości, czyli odświeżonym wyglądzie sklepów z cyfrowymi dobrami. Wyglądają teraz o wiele bardziej „na czasie” i korzystają w kilku miejscach z gestów do nawigacji. W końcu umożliwiono również skopiowanie linku do aplikacji bez zbędnego kombinowania, jak również udostępnianie ich na Twitterze czy w Facebooku wprost z klienta. Niestety, nadal nie da się dodać programu do listy życzeń czy też jej wyświetlić. Przydatne jest również wyświetlanie informacji, kto z naszych znajomych z portalu Facebook polubił dany program, co może ułatwić podjęcie decyzji o zakupie.

 

Kolejną mile widzianą zmianą jest opcja wyświetlenia zmian wprowadzonych we wszystkich poprzednich wersjach aplikacji, a nie tylko ostatniej. Apple w końcu przestało też wymagać hasła do aktualizacji programów czy ich ponownego pobierania. Na duży minus zasługuje natomiast zmiana listy wyników wyszukiwania na karty, zwłaszcza na iPhonie i iPodzie touch, ponieważ zdecydowanie trudniej coś odnaleźć, gdy nie znajduje się pośród pierwszych kilku czy kilkunastu elementów.

 

Wspomniana już integracja z Twitterem wygląda mniej więcej tak samu, jak w wypadku Twittera. Różnice sprowadzają się tak naprawdę jedynie do dodatkowych opcji widocznych w okienku udostępniania (jak wybór albumu czy grupy znajomych, która będzie mogła zobaczyć nasz wpis) i synchronizacji kontaktów (w przeciwieństwie do OS X, tutaj można bez problemu łączyć kontakty z kilku portali czy usług w jeden) czy wydarzeń z kalendarza. Pozostając w temacie sieci społecznościowych, Apple postanowiło dodać możliwość szybkiej publikacji statusu z każdego miejsca przy pomocy nowego widżetu w Centrum powiadomień (jak ktoś nie używa, można bez problemu wyłączyć).

 

Systemowa przeglądarka też doczekała się kilku ulepszeń. Chodzi między innymi o synchronizację otwartych kart z iCloud (niestety, ponieważ Apple od jakiegoś czasu nie aktualizowało Windowsowego wydania, z funkcji tej skorzystać mogą jedynie posiadaczy komputerów Mac), przechowywanie w pamięci urządzenia stron dodanych do „Listy Czytelnia” czy tryb pełnoekranowy w edycji dla iPhone’a czy iPoda touch (działa tylko w trybie poziomym). Poza tym, oczywiście poprawiono także wydajność i zgodność z najnowszymi standardami.

 

Drobnych usprawnień doczekał się także Mail. Mowa o odświeżaniu listy wiadomości metodą pociągnięcia w dół i puszczenia jej, możliwości wstawiania obrazków bezpośrednio w aplikacji (do tej pory trzeba było to robić z poziomu galerii zdjęć) czy obsłudze list VIP znanej z OS X. Niestety, tej ostatniej nie udało mi się zsynchronizować z tą na MacBooku. Nie wiem czy w wyniku błędu, czy po prostu Apple uznało, że ma się synchronizować osobno między urządzeniami mobilnymi a komputerami. Warto też wspomnieć, że można ustawić inny dzwonek dla maili pochodzących od osób z naszej listy VIP.

 

Na koniec zostawiłem najbardziej kontrowersyjną ze wszystkich nowość, czyli zupełnie nową aplikację map. Wielu użytkowników narzeka na ich słabą jakość, kiepską dokładność, itd. Na szczęście Apple dosyć szybko wzięło się za poprawianie wszelkich błędów i obecnie już da się używać map tej firmy. Niestety, nadal jest to moim zdaniem obniżenie w poziomu w stosunku do poprzednich map od Google’a. Niby przybył widok 3D i nawigacja, ale ubyła masa punktów usługowych (np. w Radomiu mam 3 McDonaldy, Google wszystkie widzi, Apple najbliższe znajduje w Warszawie lub Lublinie …), Street View (moim zdaniem 100x bardziej przydatne niż widok 3D u Apple’a) i dane o komunikacji autobusowej (użytkownik odsyłany jest do App Store lub, jeśli zainstalować wspierający to program, do aplikacji oferującej takie informacje). Przy okazji zmniejszyła się też w wielu miejscach rozdzielczość zdjęć satelitarnych (choć często są bardziej aktualne, niż te u Google’a, za przykład znowu niech posłuży mój Radom).

 

Oprócz tego wszystkiego, w iOS 6 ulepszono też aplikację telefonu (poprzez dodanie możliwości odrzucenia rozmowy z natychmiastowym wysłaniem SMS z zapisaną wcześniej treścią) i nieco odświeżono jej wygląd, dodano tryb „Nie przeszkadzać” wyciszający wszelkie powiadomienia (z możliwością automatycznego aktywowania go o określonych godzinach) i przeprojektowano panel zarządzania uprawnieniami aplikacji. Teraz możemy nie tylko wybrać, które programy mogą uzyskiwać dostęp do naszego położenia, ale także do zdjęć, kontaktów czy kalendarza.

Niestety, tego na co liczyłem najbardziej wciąż iOS nie oferuje. Chodzi, np. o możliwość zmiany domyślnych programów jak przeglądarka czy klient poczty, normalne otwieranie plików w innych programach (a nie kopiowanie ich jak teraz) czy systemowy mechanizm udostępniania (jak w Androidzie) a nie lista ograniczona do Facebooka, Twittera, Maila i iMessage. Nie pogardziłbym też otwarciem API do widżetów w Centrum powiadomień (albo przynajmniej wrzuceniem tam przełączników od Wi-Fi, Bluetooth, itd.), umożliwieniem deweloperom modyfikowanie ikony swoich programów, np. w celu wyświetlenia informacji o temperaturze) czy obsługą pendrive’ów (przynajmniej w iPadzie).

  • Apple daje ludziom to co chce, a nie to, co chcą 🙂