Tydzień z Google Wave

Google Wave, usługa, która ma całkowicie odmienić i zrewolucjonizować sposób komunikacji między użytkownikami Internetu została jakiś czas temu udostępniona wybranym testerom.

Około tydzień temu otrzymałem zaproszenie do testów nowej usługi firmy Google. Po kilku dniach intensywnych testów postanowiłem podzielić się swoimi wrażeniami.

Na pierwszy rzut oka, interfejs usługi przypomina klienta pocztowego. Z lewej strony mamy listę folderów oraz kontaktów, po środku wyświetlane są “fale”, natomiast z prawej strony widzimy zawartość takiej fali. Jednak po chwili zabawy widzimy, że daje nam on znacznie większe możliwości niż typowy webmail. Możemy dowolnie zmieniać rozmiary okien oraz je minimalizować. Ta druga funkcja jest szczególnie przydatna gdy chcemy uczestniczyć w kilku rozmowach naraz lub gdy mamy za mało miejsca w oknie rozmowy. Wówczas wystarczy zminimalizować listę fal, gdy będziemy chcieli się przełączyć do innego wątku, wystarczy kliknąć strzałkę na przycisku u góry, a okno rozmowy lub lista wątków pojawi się ponad innymi oknami.

Zwykle gdy po powrocie z dłuższego wyjazdu logujemy się na forum widzimy całą masę nowych postów i ciężko nam się połapać co się działo podczas naszej nieobecności. W Google Wave to już nie problem, dzięki funkcji playback. Wystarczy, że ją uruchomimy i w bardzo wygodny sposób będziemy mogli prześledzić wszystkie zmiany, które zaszły w czasie naszej nieobecności. Funkcja jest też bardzo przydatna podczas wspólnej pracy na dokumentem, dzięki niej możemy zobaczyć po kolei, kto i jakie zmiany do niego wprowadził.

Fale możemy także dodać do naszej strony internetowej czy bloga. W tej chwili możemy to zrobić poprzez API usługi (dosyć skomplikowane) lub z pomocą odpowiedniego robota. Niestety teraz z takiej fali mogą korzystać tylko użytkownicy, którzy mają konto w usłudze. Pozostali ujrzą prośbę o zalogowanie lub informację, że ich konto nie zostało aktywowane w usłudze. Nie ma również żadnej możliwości edycji praw użytkowników, ale o tym szerzej później.

Samo Google Wave ma dosyć małe możliwości. Dopiero poprzez gadżety i roboty staje się potężnym narzędziem. Pierwsze z nich dają nam możliwość np, grania ze znajomym w szachy czy stworzenia ankiety. Drugie natomiast dodają do Wave’a czytnik kanałów RSS, automatycznego tłumacza czy integrację z serwisami takimi jak Twitter, etc. Dzięki nim usługa może stać się dla nas centralnym miejscem w sieci. Będziemy tu czytać newsy, komunikować się ze znajomymi za pomocą Wave, Twitter’a, a może nawet komunikatora Gadu-Gadu czy Messenger.

Teraz przyszedł czas na słowa krytyki. W wielu miejscach widać, że jest to wczesna wersja testowa. Co jakiś czas zobaczymy błąd informujący nas o konieczności przeładowania strony. Poza tym brakuje wielu funkcji, a obsługa części z już obecnych jest miejscami bardzo mało intuicyjna. Najlepszym przykładem jest wyszukiwanie ogólnodostępnych rozmów, nie mówiąc już o ich tworzeniu. Aby je znaleźć musimy wpisać do wyszukiwarki parametr with:public, co gorsza w pomocy nie ma o tym ani słowa. Natomiast aby utworzyć taką fale musimy dodać “siłowo” użytkownika public@a.gwave.com do naszych kontaktów po czym dodać go no fali. Siłowo, ponieważ usługa zawzięcie twierdzi, że taki użytkownik nie istnieje. Poza tym, często znika z naszej listy kontaktów, przez co całą operację trzeba powtarzać. Nie ma także możliwości zablokowania dodawania użytkowników do rozmowy przez innych użytkowników niż założyciel, nie mówiąc już o jakichkolwiek prawach. Każdy może edytować i usuwać każdą wypowiedź. Dopóki trwają zamknięte testy nie jest to duży problem, gdyż ludzie przestrzegają pewnych zasad. Jednak gdy o zaproszenie do usługi będzie znacznie łatwiej dostać nie wyobrażam sobie braku możliwości ustawiania praw albo chociaż banowania lub blokowania niechcianych użytkowników.