Opera – ciekawe dodatki, problemy u podstaw

Opera od kilku lat rozwija zupełnie nową wersję swojej przeglądarki opartą o kod źródłowy projektu Chromium. Z jednej strony pozwala jej to osiągnąć większość zgodność ze stronami internetowymi dopasowywanymi dzisiaj głównie pod kątem WebKita i jego pochodnych, z drugiej na ulepszanie tego, co samo Google już stworzyło.

Zrzut ekranu 2016-06-04 o 07.41.16 Zrzut ekranu 2016-06-04 o 07.41.53

W ten sposób ostatnio doczekaliśmy się takich ciekawostek jak wbudowane proxy / VPN, adblock czy tryb oszczędzania baterii (baaardzo przydałby się w Chromie), a wcześniej wbudowanego proxy do kompresji przesyłanych danych (z czasem przejętego przez Google w Chrome poprzez osobne rozszerzenie). Niestety, twórcy jednocześnie zaniedbują podstawy – synchronizacja z mobilną wersją do tej pory ogranicza się do zakładek, otwartych kart i strony szybkiego wybierania (mimo bazowania na silniku Chrome) i pomija zapisane hasła. Nie ma również w ogóle synchronizacji rozszerzeń.

Nadal nie można też w prosty sposób zmieniać kolejności przycisków rozszerzeń na pasku narzędzi. W tej chwili jest to możliwe jedynie poprzez edycję plików konfiguracyjnych, którą mogą nieco ułatwić rozszerzenia, ale nadal jest to bardziej toporne rozwiązanie niż tradycyjne przeciągnij i upuść. O ukrywaniu niezbyt często używanych ikonek w menu już nie wspominając.

Zrzut ekranu 2016-06-04 o 07.41.03 Zrzut ekranu 2016-06-04 o 07.41.22

Dopóki twórcy tej przeglądarki nie zadbają o podstawowe opcje, wątpię czy odniosą większy sukces. Gdyby jednak w końcu się tym zajęli, mogliby zagrozić pozycji Google, ponieważ udało im się zoptymalizować swoją przeglądarkę lepiej niż inżynierom z Mountain View (wszędzie, gdzie uruchamiam obie aplikacje, ta od norwegów działa sprawniej). Tylko brak wspomnianych podstaw skutecznie odpycha obecnie od Opery.