Paczkomaty InPostu i świąteczny szczyt zakupowy

Dziś są mikołajki. Jak nietrudno więc przewidzieć, przynajmniej tydzień wcześniej rozpoczyna się pierwszy świąteczny szczyt zakupowy (drugi ma miejsce przed gwiazdką). Ja niestety o tym zapomniałem (w mojej rodzinie dorośli nie dają sobie prezentów na mikołajki, a sam dzieci nie mam) i do przesłania paczki wybrałem jak zwykle Paczkomaty InPostu. O ile jednak w normalnym okresie działają często lepiej niż Poczta czy kurierzy, tak teraz było zupełnie inaczej.

Problem wydaje się wynikać z tego, że InPost do tej pory nie zdecydował się wdrożyć systemowego rozwiązania problemu z brakiem miejsca w paczkomacie. O ile stosowana do tej pory metoda dostawiania samochodu z nadmiarowymi paczkami się sprawdza, gdy raz na jakiś czas w kilku urządzeniach zabraknie miejsca, to w wypadku takiej sytuacji przy niemal wszystkich urządzeniach już wszystko się sypie.

Samochodów i pracowników jest za mało, by postawić ich przy każdym urządzeniu. System z kolei nie jest przystosowany do automatycznego oferowania klientom zmiany paczkomatu (nie wspominając o informacji dotyczącej średniej „zajętości” przy wybieraniu paczkomatu) w wypadku braku miejsca w urządzeniu przy pierwszej próbie. W takiej sytuacji normalnie pracownik InPostu po prostu dzwoni do adresata i proponuje zmianę paczkomatu. Niestety okres świąteczny nie jest normalny i także w tym wypadku pracowników jest za mało, by zadzwonić do każdego adresata paczki, dla której zabrakło miejsca. Kończy się więc ciągłymi próbami doręczenie kolejnego dnia (co w sytuacji takiej jak teraz jest bez sensu, bo paczkomaty są praktycznie bez przerwy zajęte).

Koniec końców więc okazuje się, że samemu trzeba się upominać nawet o sam status paczki (system śledzenia wielu osobom od kilku dni „wisi” na nieaktualnych danych), o przekierowaniu paczki do innego urządzenia nie wspominając. To zresztą też nie jest proste – sam kontaktowałem się kilka razy i mimo dwóch prósb o zmianę urządzenia się jej nie doczekałem. Nie ma też możliwości poproszenia o pozostawienie paczki w lokalnym oddziale InPostu (tam przecież miejsca nie powinno raczej zabraknąć) – osobiście wolałbym jechać nawet na drugi koniec miasta w celu odebrania paczki niż czekać tydzień, bo nie ma dla niej miejsca w paczkomacie.

Ostatecznie więc, jeśli planujecie wysyłać paczkę w tak gorącym okresie jak teraz, okazuje się, że najlepiej wybrać starą Pocztę Polską – nawet jeśli kurier / listonosz oleje kwestię dostarczenia jej pod drzwi, to przynajmniej najpóźniej następnego dnia będzie można ją odebrać w urzędzie pocztowym (w którym miejsca raczej nie zabraknie), a nie siedzieć bezczynnie i czekać aż w końcu w paczkomacie zwolni się miejsce bądź jakimś cudem uda się przekonać firmę (mi się nie udało, oferowali jedynie zmianę paczkomatu) do zostawienia przesyłki w oddziale i odebrania jej tam.